Zielona Szkoła – Dźwirzyno 2014

Nadszedł długo wyczekiwany dzień 1 czerwca i wcale nie chodziło o Dzień Dziecka… O wiele bardziej ekscytował nas wyjazd na Zieloną Szkołę do Dźwirzyna. Wszyscy punktualnie stawiliśmy się na opolskim dworcu kolejowym, by wyruszyć w podróż nad nasze morze. Droga, choć długa, nie okazała się zbyt nużąca, gdyż wszystkich przepełniała euforia wynikająca z oczekiwania na zapowiadający się tydzień. Po ponad ośmiu godzinach jazdy wreszcie dotarliśmy na Pomorze. Około godziny 19 stawiliśmy się w przytulnym pensjonacie ,, U Witka” , gdzie powitali nas przemili właściciele. Po burzliwych debatach w sprawie rozlokowania w pokojach wyruszyliśmy, aby przywitać się z morzem. Niektórzy zrozumieli to zbyt dosłownie i nie zważając na chłód oraz późną porę niczym prawdziwe morsy zanurzyli się w falach Bałtyku. Reszta obserwowała ich wybryki w zimowych kurtkach.

Przez całą Zieloną Szkołę odpoczywaliśmy tylko od szkoły, gdyż o żadnym leniuchowaniu nie mogło być mowy. Nasze panie miały bowiem plan na każdy dzień. Gdy pogoda nie dopisywała, zwiedzaliśmy warte zobaczenia obiekty w pobliskich miejscowościach. W Kołobrzegu odwiedziliśmy muzeum 6D, w którym niesamowite efekty zachwyciły wszystkich.(Przerażająca babcia w bujanym fotelu i święcące pająki na ścianach sprawiły, że poczułyśmy się jak w horrorze. Oczywiście my – dziewczyny, bo chłopcy byli rozbawieni ekspozycją). Oglądaliśmy również ,,big” oceanarium, zwane przez p. Leśnik ,,kałużarium” . Chociaż obiekt faktycznie nie zachwycał wielkością, to okazy cieszyły oko. Niestety, ryba najeżka nie zareagowała na nasze zaczepki i nie mogliśmy podziwiać jej w pełnej okazałości. Mieliśmy też okazję przeżyć oryginalną lekcję historii w muzeum Oręża Polskiego. Z kolei w Zieleniewie odwiedziliśmy miasteczko rodem z Dzikiego Zachodu. Nasz wiek wcale nie przeszkadzał nam w świetnej zabawie. Nie krępowaliśmy się skakać na dmuchanym zamku wraz z sześciolatkami, czy urządzać rajdy na elektrycznych samochodzikach. Niektórzy próbowali ujarzmić mechanicznego byka i utrzymać równowagę na przeznaczonych dla osób ważących do 30 kg wodnych kulach. Cudowny okazał się też bezpośredni kontakt ze zwierzętami. Głaskanie kóz, przejażdżka na wielbłądzie i robienie warkoczyków kucykowi sprawiło nam niemałą frajdę. Klimat rancza spowodował, ze my – prawie dorośli odnaleźliśmy w sobie dzieci. Chętnie przystaliśmy również na propozycję pomalowania twarzy przez Indiankę. Zabawom nie byłoby końca, gdyby nie napięty plan naszej wycieczki. Musieliśmy przecież wrócić na jeden ze smakowitych, domowych obiadków w barze ,,U Beaty”. Śniadania i kolacje natomiast szykowaliśmy sobie sami. Nasze kochane opiekunki dbały o to, aby każdy miał to, co lubi najbardziej. W naszym menu znalazła się jajecznica, naleśniki, sałatka i pyszna kiełbaska z grilla. Nikt nie myślał o diecie. Tym bardziej, że lody i gofry w naszych rękach stanowiły nieodłączny element nadmorskiego krajobrazu.

Na pewno długo zapamiętamy dzień, być może jednej z najdłuższych wędrówek w naszym życiu, kiedy to przeszliśmy plażą z Dźwirzyna do Kołobrzegu. Wszyscy dzielnie i bez narzekania zmierzyliśmy się z odległością 14 km, by następnie odpocząć podczas rejsu statkiem ,,Pirat”. Zamiast delektować się pięknem krajobrazu, pomysłowi uczniowie naszego gimnazjum postanowili uatrakcyjnić rejs odgrywając scenki z ,,Titanica”. Ubrani w kamizelki i koła ratunkowe byliśmy nie lada atrakcją dla pozostałych turystów. Piękne widoki zobaczyliśmy dopiero z latarni morskiej, skąd było widać niemal całą panoramę Kołobrzegu. Taka wycieczka zmęczyła nawet najbardziej wytrzymałych wędrowców.

Nieodłączną częścią naszego pobytu było korzystanie z jedynego w swoim rodzaju ,,plażingu”. W najcieplejsze dni wysmarowani kremem z filtrem mogliśmy godzinami smażyć się na słońcu. Ulubionym zajęciem chłopców było oczywiście wrzucanie dziewczyn do zimnej wody. Zbieranie muszelek i spacer brzegiem morza także zyskały wielu zwolenników. Nie obyło się również bez zbudowania piaskowego… bałwana. Hmm… czy to na pewno ta pora roku? Zresztą co za różnica, skoro nie było porządnej zimy, to najwyższy czas nadrobić te zaległości.

Nie mniejszą radość sprawiało nam pływanie w pobliskim basenie. Do woli mogliśmy relaksować się w jacuzzi i opalać się na leżakach. Jednak dla naszych chłopców to było za mało. Woleli oni wskakiwać ,,na bombę” do basenu oraz nurkować ,,na główkę”. Ich śladem podążyły także najodważniejsze dziewczyny. Jak szaleć to szaleć. I tylko na całego.

Niestety, te 6 dni minęło bardzo szybko. Nasze fantastyczne humory psuła myśl o powrocie. Zaopatrzeni w upominki dla najbliższych oraz pamiątki z malowniczego Dźwirzyna wyruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem jednak nie byliśmy tak podekscytowani. Wiedzieliśmy, co czeka nas po weekendzie – szkoła. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że tegoroczna Zielona Szkoła była niezwykle udana. Pragnę w imieniu wszystkich uczestników serdecznie podziękować naszym opiekunkom: p. Leśnik, p. Łapszyńskiej oraz p. Barabosz za bezpieczeństwo, fantastyczną atmosferę i świetną zabawę. Dziękujemy.

Nina Bąkowska
Zdjęcia: TUTAJ