Na trasę!!!

W dniu 17 czerwca 2013 gimnazjaliści kochający ekstremalne wyzwania wyruszyli na trasę pieszego rajdu szlakami naszego pięknego Stobrawskiego Parku Krajobrazowego. Liczące nieco ponad 15 km trasy wyznaczyła pani Grażyna Łapszyńska – miłośniczka rowerowych wypraw po okolicy. Gospodarzem imprezy była klasa IIA ze swoją wychowawczynią – Bożeną Leśnik, a rolę drugiego opiekuna 29 piechurów wzięła na siebie pani Elżbieta Gosławska – globtroter z olbrzymim bagażem... podróżniczych doświadczeń. Naszymi realnymi bagażami o dużym ciężarze zajęli się rodzice uczniów IIA, którym serdecznie dziękujemy za przewiezienie ich do siedziby Stobrawskiego Parku Krajobrazowego w Ładzy. Pogoda zdawała się sprzyjać planom wędrowców… 
Z reszty imprezy sprawozdanie zda jej uczestniczka – Agata Kubec – kompletnie zakręcona reporterka dokonań IIA. Równie zakręconych przedsięwzięć swojej klasy.

B. Leśnik


17 czerwca wyruszyliśmy na rajd pieszy do Ładzy. Na początku wszystko szło zgodnie z planem, uśmiechy nie schodziły nam z twarzy, a buzie wręcz się nie zamykały – tyle było do obgadania!!! Wszystko zaczęło się zmieniać dopiero wtedy, kiedy wraz z bólem nóg i zmęczeniem zaczęło do nas z całą jaskrawością docierać, na co tak naprawdę się zdecydowaliśmy. Ptaszki śpiewały, słońce w dowodzie swojej sympatii dla grupy straceńców niemiłosiernie grzało, a trasa zamiast się skracać, jakby się nie zmieniała… Ba, ona się wydłużała! Jednak mimo przeciwieństw nie mogliśmy się poddać, nie w takiej chwili. Tak więc w pełnym składzie – cztery pierwszoklasistki z IA, pięciu gości specjalnych z II B i cała IIA – wszyscy doszliśmy dzielnie do naszego celu, którym była siedziba Stobrawskiego Parku Krajobrazowego w Ładzy. Na miejscu natychmiast się umyliśmy i zakwaterowaliśmy, po czym wszyscy wyszliśmy na świeże powietrze, gdzie graliśmy w piłkę i wspólnie się bawiliśmy. Wieczorem natomiast zjedliśmy pizzę i rozpaliliśmy ognisko. W blasku płonącego długo w nocy ogniska odgrywaliśmy scenki z życia szkoły, opowiadaliśmy straszne historie o duchach, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, śpiewaliśmy – sielanka! Już prawie zapomnieliśmy o swoistych mękach, mających miejsce podczas rannego marszu, jednak nasze opiekunki nie byłyby sobą, gdyby nie przypomniały nam, jak to wspaniale jest się trochę zmęczyć. Toteż następnego dnia z samego rana, po prawie nieprzespanej nocy uważnie wysłuchaliśmy prelekcji szefa Parku Krajobrazowego i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem optymistyczne nastawienie zaczęło nas opuszczać nieco szybciej, ponieważ nasze nogi pamiętały jeszcze marsz z poprzedniego dnia i stanowczo nie chciały powtórki. Szkoda tylko, że nie miały wyboru. Panował upiorny upał, powietrze ani drgnęło. W miejscach nasłonecznionych dopadała nas fatamorgana, a w cienistych stanowiliśmy mięsne danie dla niezliczonej liczby wrednych, jadowitych owadów, z zapałem pozbawiających nas krwi. Podczas przemierzania drogi do szkoły nie obyło się bez drobnych pomyłek i zabłądzeń, jednak nasz niezawodny, czuwający w gabinecie pana dyrektora Łapszyńskiego sztab kryzysowy, wyciągnął nas z każdej opresji. Mało brakowało, a przysłaliby po nas ekipę ratunkową J. Dziś, mimo potu, zmęczenia i pogryzień przez małe wredne owady, możemy z uśmiechem na twarzy powiedzieć, że nie żałujemy i warto było przeżyć taką przygodę!

Zapraszamy na jesień! Agata